Ernest Bryll. Wspomnienie Przyjaciela

Wczoraj minęła kolejna rocznica śmierci Ernesta Brylla, wybitnego poety, dramaturga i dyplomaty, a dla nas przede wszystkim serdecznego Przyjaciela Fundacji. Ernest nie był dla nas jedynie postacią znaną z podręczników literatury. Był żywą częścią naszej wspólnoty, częstym i niezwykle cenionym gościem w murach Galerii Delfiny.

Każde spotkanie z nim było lekcją pokory, humoru i dystansu wobec wielkiej sztuki. Często powtarzał, że pisanie wierszy nie jest zawodem, lecz pewną przypadłością, może nawet chorobą, którą człowiek musi z siebie wyrzucić. Mówił też, że nigdy nie planował zostać poetą. Wszystko zaczęło się niespodziewanie, jeszcze w czasie pracy w elektrowni, gdy pod wpływem lektur z zakładowej biblioteki poczuł nagły impuls do pisania.

Świadectwo rozmowy. Nasze archiwum

Z wielkim wzruszeniem wracamy do chwil, które udało nam się zachować. Dzięki staraniom Fundacji powstał wyjątkowy filmowy wywiad, dostępny na naszym kanale YouTube. Ernest Bryll dzieli się w nim refleksjami, które do dziś brzmią zaskakująco świeżo.

Opowiada o swoich poetyckich początkach, o debiucie, który przyszedł trochę przez przypadek, z zauroczenia literaturą, kiedy zdecydował się wysłać swoje teksty do redakcji radiowej. Wspomina też historię Psalmu stojących w kolejce i słynnego refrenu Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj, dopisanego niemal odruchowo, na prośbę kompozytora. Nikt wtedy nie przypuszczał, że te słowa staną się tak ważne dla całego pokolenia.

Mówi również o roli poety. Porównuje go do dzięcioła stukającego w latarnię po to, by jego głos było słychać w całym osiedlu. Poezja była dla niego próbą odnalezienia takiego miejsca, w którym ludzie naprawdę słyszą.

Zachęcamy także do obejrzenia drugiego materiału wideo dostępnego na platformie Azir. To ważne dopełnienie obrazu Ernesta Brylla jako człowieka wielkiej wrażliwości i głębokiej wiedzy o polskiej kulturze.

Zawsze inaczej niż inni

Ernest Bryll wierzył, że literatura jest naprawdę ciekawa tylko wtedy, gdy ktoś pisze inaczej niż wszyscy. Mimo ogromnej wiedzy i polonistycznego wykształcenia zawsze stronił od akademickiej sztywności. Takiego go pamiętamy w naszej Galerii: jako człowieka, który pod lipą Kochanowskiego potrafił dostrzec nie tylko literacki symbol, ale też zwyczajne, prawdziwe życie.

Brakuje nam jego obecności, jego opowieści o przekładach poezji irlandzkiej i tego szczególnego, bryllowskiego spojrzenia na świat. Dziś, gdy wracamy do jego wierszy i zapisanych rozmów, mamy poczucie, że ta lipa wciąż stoi i nadal zaprasza, by na chwilę pod nią usiąść.