Czy dokument wyznaczający kierunki rozwoju Warszawy na najbliższe kilkanaście lat rzeczywiście rozumie duszę i potrzeby miasta? Choć „Strategia. Warszawa 2040+” kusi wizją komfortowego życia, autor tekstu dr hab. Lech Królikowski, stawia prowokacyjne pytanie: czy Warszawa ma być jedynie wygodnym miejscem do mieszkania, czy dumną stolicą europejskiego narodu?

W analizie przygotowanej dla Fundacji im. XBW Ignacego Krasickiego przeczytamy o:

  • Brakującej „stołeczności”: Dlaczego w oficjalnych planach niemal zapomniano, że Warszawa to serce państwa, a nie tylko zbiór osiedli?
  • Bezpieczeństwie w cieniu wojny: Czy w dobie zagrożeń geopolitycznych możemy pozwolić sobie na strategię, która „lekko” traktuje brak schronów i obrony cywilnej?
  • Architektonicznych kompleksach: Dlaczego stolica wciąż nie posiada współczesnej architektury klasy światowej, która mogłaby przyciągnąć globalne elity?
  • Codziennych absurdach: Od problemu „więźniów czwartego piętra” (seniorów w blokach bez wind), po wizję staruszków na rowerach i brak realnych rozwiązań dla paraliżujących miasto manifestacji.

Prof. Lech Królikowski bezlitośnie punktuje pominięcie kluczowych kwestii, takich jak brak dzielnicy rządowej czy niejasna przyszłość lotniska na Okęciu. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, przed jakimi wyzwaniami stoi Warszawa, by nie przegrać walki o talenty i bezpieczeństwo swoich mieszkańców.

Uwagi do Strategii „Warszawa 2040+”

Dokument „Strategia. Warszawa 2040+”, jest „zgrabnie” napisany i prawidłowo wskazuje większość kierunków rozwoju, ale tylko z rysunków wynika, że odnosi się do Warszawy. W tekście zaledwie kilka razy pojawiło się słowo „stolica” i to nie w stosunku do funkcji miasta. W mojej ocenie, nieuwzględnienie stołeczności, jako jednej z najważniejszych „funkcji” Warszawy, jest poważnym błędem. Stołeczność, jest nie tylko godnością, ale zawiera także funkcje usługowe w stosunku do narodu i państwa. Nie zawsze są one opisane, ale wytyczając kierunki rozwoju na czternaście lat – moim zdaniem – nie można tego pominąć.  Stolica bowiem nie tylko reprezentuje, ale także symbolizuje Polskę i Polaków.  Prawie w każdym państwie stolica jest powodem do dumy, a cudzoziemcy poznają dane państwo, zazwyczaj, od i poprzez stolicę.

Saskia Sassen, Jeremy Rifkin, Alexander Bard i inni teoretycy urbanizacji zgodni są w tym, że łatwiej wybudować fabrykę, niż ściągnąć ludzi kreatywnych, tworzących współczesną cywilizację. „Nowa elita jest w wysokim stopniu mobilna i będzie się przenosić z powodów przede wszystkim kulturowych do miejsc, które są bardziej atrakcyjne niż inne. (…) Nie będą miały znaczenia korzystne warunki ekonomiczne: miasta i regiony przegrają, jeśli nie będą w stanie zapewnić ponętnego stylu życia i inspirującego środowiska kulturalnego” (A. Bard, J. Söderqvist, Netokracja. Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, 2006).

Zważywszy, że żyjemy w „Europie bez granic”, musimy planując przyszłość pomyśleć o tym, kto zastąpi naszych najzdolniejszych, ale także Ukraińców, którzy wrócą kiedyś do swego państwa, lub pojadą dalej. Warszawa – chociaż trudno się do tego przyznać – nie posiada zabytków mogących konkurować z Pragą, Wiedniem czy Tallinem, nie posiada też żadnego dzieła inżynieryjnego, galerii, czy architektury współczesnej, klasy światowej. Czym więc mamy przyciągać, tych na których nam zależy?

Pałac Kultury i Nauki w strategii Warszawa 2040+: Zabytek narodowy czy symbol zniewolenia?

Helsinki szczycą się, m.in. tym, że miasto posiada schrony dla wszystkich (statystycznie) mieszkańców. Systematycznie budowane przez kilkadziesiąt lat, obecnie stanowią poważny argument, także polityczny. W strategii Warszawy pojawił się rozdział: „Budowa systemu ochrony ludności i obrony cywilnej”, ale w okresie trwającej obok wojny, to zdecydowanie zbyt mało.  Schrony trzeba przecież wybudować (czas + pieniądze), a także stworzyć system konserwacji i utrzymania obiektów. To oczywiście kosztuje, a więc w wieloletnim planie finansowym powinny znaleźć się odpowiednie środki. Można powiedzieć, że to zadanie państwa. Tak, ale schrony powinny być – w przemyślany sposób – zlokalizowane, a to zadanie głównie dla samorządu. Ten kompleks zadań powinien znaleźć poczesne miejsce w strategii, a następnie w planach urbanistycznych. W sytuacji, gdy prezydent Putin, który rozpoczął wojnę napaścią na sąsiada, domaga się nie tylko międzynarodowego uznania swoich „zdobyczy”, ale ma w tej kwestii poparcie prezydenta Trumpa można założyć, że nie poprzestanie na Ukrainie Nie powinniśmy tego nie dostrzegać.  Warto też zauważyć, iż Putin niedawno przypomniał rosyjskie powiedzenie: „ziemia, na której stanął rosyjski żołnierz – należy do Rosji”. Strategia Warszawy nie może ignorować sytuacji geopolitycznej, w czasach, gdy powstaje, a ta jest szczególna.

W omawianym dokumencie opisano liczne działania, których celem jest stworzenie warunków do komfortowego życia jego mieszkańców. Jest to cel, pod którym każdy się podpisze, ale pominięcie w „Strategii” stołeczności Warszawy oraz „lekkie” potraktowanie rosnącego militarnego zagrożenia, a tym samym konieczności zbudowania prawie od podstaw kosztownego systemu ochrony mieszkańców, są – moim zdaniem – wielką wadą opracowania.

Na przełomie XIX i XX w., kiedy kształtowały się stolice europejskich państw, Warszawa była gubernialnym miastem Rosji. Jednym z największych   w tej części Europy, ale nie stolicą. Ukształtowana została urbanistycznie, jako miasto niskiej rangi politycznej i tak zabudowana. W związku z tym w Warszawie nie wznoszono gmachów dla administracji rządowej i innych niezbędnych w stolicy. W latach międzywojennych adaptowano niektóre porosyjskie budynki oraz zaczęto budować nowe, m.in. w al. Szucha. Później II wojna światowa oraz gigantyczne zniszczenia.  Powojenna odbudowa realizowana w standardach „siermiężnego” realnego socjalizmu – tylko doraźnie i w niewielkim stopniu poprawiła sytuację.

W efekcie, w ponad 100 lat po odzyskaniu niepodległości, rząd Rzeczypospolitej ma siedzibę w byłych koszarach rosyjskiego korpusu kadetów im. Suworowa. Niewiele lepiej jest z innymi ważnymi urzędami. W Warszawie po prostu nie ma „dzielnicy rządowej”, godnej europejskiej stolicy. Ten problem w „Strategii” także nie został odnotowany; nie istnieje [?].

Szczególnym przykładem jest Ministerstwo Obrony Narodowej, którego biura i różne komórki organizacyjne (mówi się o kilkudziesięciu), rozrzucone są po całym mieście, gdzie przemieszane są z zabudową mieszkaniową. Czy „Strategia” Warszawy do 2040 nie powinna zawierać wytycznych o konieczności wyprowadzenia tych instytucji z miasta, tak jak jest zrobiono to Waszyngtonie, Paryżu i wielu innych? Czy ludność cywilna Warszawy ma być dla nich „tarczą” w razie działań wojennych?

Każdy z mieszkańców Warszawy z pewnością zauważył, że co pewien czas Śródmieście sparaliżowane jest pochodami, protestami i demonstracjami obywateli RP, którzy w tym celu przybyli do stolicy. Wydaje się, że wskazując kierunki rozwoju miasta do 2040 r. należałoby uwzględnić ten fakt i nakazać (przewidzieć) odpowiednie rozwiązania urbanistyczne i organizacyjne, aby demonstracje mogły się odbywać, a miasto nie cierpiało.

W życiu narodu zdarzają się szczególne okazje jednoczące i powodujące potrzebę wspólnego ich przeżywania. Do historii przeszedł wiec przed Pałacem Kultury 24 października 1956 r., z udziałem – jak się szacuje – 400 tys. ludzi.  Równie wielkie tłumy uczestniczyły w mszy Świętej, odprawionej w tym samym miejscu 14 czerwca 1987 r.  przez Jana Pawła II. Odpowiednio zaprojektowane i urządzone „miejsce wielkich wydarzeń” jest niezbędne w stolicy narodu, który dba o swoją tożsamość. W Warszawie (obecnie) nie ma – niestety – takiego miejsca.

W naszej stolicy odbywają się kilkusettysięczne pochody o charakterze politycznym, np. Marsz Niepodległości. Wyznaczenie – dla tak masowych pochodów – trasy wiodącej po wiadukcie i moście Poniatowskiego, jest – moim zdaniem – brakiem wyobraźni. Ewentualna panika w tłumie maszerującym jezdnią zawieszoną kilkadziesiąt metrów nad Powiślem i nurtem Wisły, może okazać się niezwykle tragiczna.

Pochody – także wielusettysięczne – zorganizowane 4 czerwca i 1 października 2023 r. (na przypadkowych trasach) z Placu na Rozdrożu do Placu Zamkowego oraz z Ronda Dmowskiego – Marszałkowską, Świętokrzyską i Jana Pawła II do Ronda Radosława – także nie zapewniały pełnego bezpieczeństwa uczestników oraz „poszanowania miejskiego mienia”.  W Warszawie po prostu nie ma zaprojektowanej i odpowiednio urządzonej trasy pochodów i manifestacji. W „Strategii” także jej nie ma.

Defilady Wojska Polskiego początkowo w Alejach Ujazdowskich, a ostatnio na Wisłostradzie, są przykładami rozwiązań doraźnych, a nie stałych miejsc odpowiednio przystosowanych i urządzonych, jak przystało stolicy „20. gospodarki świata”.

W „Strategii”, wymienione wyżej aspekty stołeczności nie zaistniały, ale opisano w niej i przestawiono na rys. 3. „ochronę widokową Pałacu Kultury i Nauki” (s. 88) – dar Józefa Wissarionowicza Stalina!

Urząd m. st. Warszawy ma biura w około trzydziestu lokalizacjach, nie licząc urzędów dzielnicowych. Czy w „Strategii” nie powinien znaleźć się zapis przynajmniej o zarezerwowaniu miejsca na budowę warszawskiego ratusza? W „Strategii” napisano o „rozwijaniu sprawnej administracji” (s. 71), ale z pominięciem możliwości zespolenia wszystkich biur w jednym budynku, dobrze zlokalizowanym i urządzonym, w którym nadzór prezydenta nad podległymi jednostkami organizacyjnymi mógłby być większy, a dostęp interesantów łatwiejszy.

Na rysunkach 2a i 2b zaznaczono ograniczenia wynikające z lokalizacji lotnisk. Dokument dotyczy prawie dwudziestu najbliższych lat. Mam jednak wątpliwości, czy uwzględniono (w Strategii) ewentualną likwidację lotniska na Okęciu, w związku z budową „Portu Polska” w Baranowie. Wydaje się, że w tym miejscu powinien być zapis wariantowy, albowiem – według mojej wiedzy – los Okęcia w okresie do 2040 r. nie jest przesądzony. Problem ten należy widzieć także w związku ze staraniami Warszawy o zorganizowanie Igrzysk Olimpijskich, w tym chociażby lokalizacji „wioski olimpijskiej”.

Autorzy „Strategii” odnotowali, iż ludność Warszawy szybko się starzeje, w związku z czym wskazali działania nakierowane na polepszenie warunków życia seniorów. Jest to kierunek wręcz oczekiwany. Nigdzie jednak w tekście nie znalazłem informacji o konieczności rozwiązania problemu „więźniów czwartego piętra”, czyli umożliwienia seniorom wejścia i zejścia z czwartego piętra (i wyższych) w licznych w Warszawie budynkach bez wind. Natomiast seniorzy są w kilku miejscach „Strategii” informowani o rozbudowie sieci infrastruktury pieszej i rowerowej, dzięki czemu, „coraz powszechniej będziemy poruszać się pieszo lub rowerem. (…) a to „przyczyni się do zmniejszenia naszej zależności od samochodu, poprawy jakości powietrza i komfortu życia” (s. 52). To prawda, ale zimą staruszek na rowerze, to chyba przesada.

W Strategii – moim zdaniem – nie zauważono, że od kilku lat bardzo intensywnie zwiększa się liczba pojazdów z napędem elektrycznym, co wróży szybkie wycofanie większości pojazdów z silnikiem spalinowym. Tak więc deklarowana w „Strategii” poprawa jakości powietrza nastąpi bardziej z przyczyn technicznych, a nie tylko rozwoju ruchu pieszego i rowerowego.

Zanieczyszczenie powietrza spalinami było (i jest) argumentem na rzecz ograniczania liczby pojazdów spalinowych. Zważywszy, iż w Warszawie, (statystycznie), każda rodzina ma przynajmniej jeden samochód osobowy, to mamy gigantyczny problem społeczny i techniczny. Obecnie samochód, podobnie jak telefon komórkowy, należy do podstawowego wyposażenia, toteż działania nakierowane na ograniczenie możliwości posiadania samochodu, nie prędko znajdą społeczne poparcie. Moim zdaniem ten trend szybko się nie zmieni, nie licząc zmiany napędu spalinowego na elektryczny, spadku ceny,  a tym samym dostępności aut.

W „Strategii” do 2040 roku nie znalazłem poważnych rozważań (wskazań, wytycznych itp.) na temat rozwiązania problemów związanych z parkowaniem. Problem odnotowano jednak na s. 55, gdzie napisano, m.in.: „Zasady organizacji parkowania będą uwzględniać lokalne potrzeby oraz specyfikę poszczególnych dzielnic. (…) Tam, gdzie będzie to zasadne, rozszerzymy strefę płatnego parkowania niestrzeżonego, a stawki opłat dostosujemy do lokalizacji i stopnia wykorzystania miejsc postojowych”. To jednak nie jest receptą na jeden z największych problemów naszego miasta.

Sytość, ciepło, wygoda i bezpieczeństwo, to – moim zdaniem – zbyt mało. Tak określoną przyszłość Warszawy, można by przyrównać do wzorcowej, ekologicznej fermy drobiu „z wolnym wybiegiem”. Moim zdaniem – komfort życia mieszkańców, powinien być traktowany, nie tyle jako cel wszelkich działań, ale jako jedna z cech miasta, którą Warszawa przyciągnie zdolnych i kreatywnych. Tylko w ten sposób, po ustaniu unijnych dotacji, Warszawa będzie mogła liczyć na dalszy rozwój.

Opisany w „Strategii”: „Kierunek działań 4.6. Upowszechniamy warszawskie osiągnięcia i rozwiązania” (s. 68), zawiera, m.in. następujące stwierdzenia: „Popularyzowanie naszych lokalnych osiągnięć i innowacji pozwala nie tylko budować rozpoznawalność Warszawy, lecz także wzmacniać relacje międzynarodowe oraz przyciągać talenty specjalistów i inwestorów. (…) Dzięki otwartości w tym obszarze Warszawa może aktywnie wpływać na kształtowanie polityki miejskiej w Europie i na świecie”.

Skromnie! Można było dodać, że także w kosmosie!

Autorem tekstu jest prof. Lech Królikowski – wieloletni Prezes Towarzystwa Przyjaciół Warszawy, varsavianista i samorządowiec. Pierwszy burmistrz warszawskiego Mokotowa i wieloletni radny tej dzielnicy. Były rektor Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia, a także pracownik Polskiej Akademii Nauk. Był też członkiem rady Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi oraz Nagrodą im. św. Brata Alberta – Adama Chmielowskiego. Jest autorem dwudzie–stu książek związanych z Warszawą i ponad siedmiuset artykułów.